poniedziałek, 7 września 2015

Chapter 6 ,,Secrets in your eyes"

Możesz okłamać wszystkich uśmiechem, ale nie mnie.
Widzę twoją drugą stronę.
Obolałą
   Zamroczną
I zranioną.
Choć świat ułożył dla nas już scenariusz,
A my byliśmy skazani na porażkę, jesteśmy tu po to, by się ocalić.
Inni nas pogrzebali.
Ukradli nam marzenia,
Zabrali radość w sercu,
Położyli nam kłody pod nogi,
Jesteśmy tu po to, by się uwolnić.
Tylko my.
Na zawsze.
Nierozłączni.
*Perspektywa Belli*
Lubie uciekać. Albo po prostu jest to coś, co daje mi te chwilowe poczucie wolności i sztuczną ideę szczęścia. Ale to jednak zbyt szybko mija. Czuje się jakbym płonęła. Słyszę nieistniejące krzyki i głosy za którymi tęsknie. Zamykając oczy staram się odkryć prawdę dotyczącą tego kim jestem. Wiem kim byłam. Kiedyś. Ale czuje, że to jest tak bardzo odległe ode mnie teraz. Właściwie niezbyt często staram się być taka jak kiedyś. To po prostu żmudne i nieprzynoszące skutku działanie. A ja nie mogę się męczyć. Jestem zmęczona wygórowanymi oczekiwaniami wobec mnie. Tym kim powinnam być. Ciągłym pouczaniem. Siedząc na powalonym pniu drzewa słyszę kroki i po chwili głos:
- Oooo, kogo my tu znów mamy? - przed sobą po raz kolejny mam twarz Jacksona. Nie wiedząc czemu, rzucam mu się w ramiona.- Ej, co jest młoda?
Dopiero po chwili zdaje sobie sprawę z komizmu tej sytuacji i wybucham śmiechem jak totalna wariatka.
- Wszystko przez mojego cholernego brata, wiesz?! Czy to nie chore nienawidzieć kogoś, kogo powinnam kochać? Odpowiedz do cholery Jackson i wyjaśnij mi jak to możliwe?- Nie odpowiada. Robi jedyne co powinien robić. Trzyma mnie w ramionach, nie pozwalając mi upaść. I będę mu za to wdzięczna. Już zawsze.
* Perspektywa Jacksona*
Nie jestem dobry w pocieszaniu. Na ogół jestem tym złym chłopcem. Odrzuconym przez społeczeństwo dewiatem. Nigdy nie miałem żadnych przyjaciół, ani nawet rodziny. Jako wychowanek w rodzinie zastępczej, było mi dane zrozumieć, że nie każdy jest tutaj po to by nam pomóc. Na świecie jest zarówno dobro jak i zło. Są ludzie oddani i fałszywi. Miałem kiedyś przyjaciela od dzieciństwa, który po pewnym czasie się zmienił w dwulicowego sukinsyna. Pomimo tego, że zawsze mógł na mnie liczyć po pewnym czasie się po prostu ode mnie odwrócił. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że tak naprawdę nasza znajomość już dawno była tylko fikcją. I nie mogę powiedzieć, że na początku nie bolało. Bolało. Ale minął pewien czas i rany się zabliźniły. Nadal, kiedy muszę go oglądać jest to dla mnie trudne, ale w każdym razie już nie aż tak bardzo. Patrząc na tą osóbkę leżącą w moich ramionach żal mija całkowicie. Wiem, że gdybym wtedy nie stracił go, nigdy nie znalazłbym szczęścia. Ten stydliwy chłopak, którym byłem kiedyś, nigdy by nie odszedł. Wiem jak smakuje żal i bòl zmieszany ze łzami i piachem, ale znam też uczucie szczęścia. I teraz wiem, że to wszystko było potrzebne. Że każdy z nas ma własne przeznaczenie nad którym nigdy nie zyska panowania.
- Dobranoc Bello.- szepnąłem składając delikatny pocałunek na jej czole. Teraz wiem, że wszystko co jest mi potrzebne mam przy sobie. I wiem, że tylko ja, mogę naprawić błędy przeszłości. Nie tylko dając jej swoją miłość, ale także dzieląc się z nią moją nadzieją.
**************************
Dobra. Rozdział skończony. Nie wiem czy dobry, czy słaby, nie mnie to oceniać. Ale liczę na komentarze i mam nadzieje, że aż tak źle nie wyszło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz