środa, 8 lipca 2015

Chapter 1 ,, Can you heal me?"

Ci, co mòwią, że są silni, wcale tacy nie są, bo to znaczy, że upewniają innych w tym przekonaniu, bo sami w to nie wierzą.

*Perspektywa Belli*
365 dni. Dokładnie tyle nie wychodzę z domu. Czasem myślę, że może jednak zostałam nieodwracalnie zepsuta, a moje fragmenty są porozrzucane po całym świecie. A przecież świat jest taki wielki, a ludzi, ktòrzy są w stanie mi pomòc praktycznie nie ma. Patrząc w okno widzę niesymetryczne płatki śniegu. Tutaj w Phoenix to się nie zdarza. Boże, czasem nienawidze tego słońca, ktòre przebija nawet moje ciemne zasłony. Mòj świat jest ròwnie niepoukładany jak ja. W sumie to nawet nie wiem czy nie bardziej. Żyję wśròd ludzi, pomimo że mam problem ze zrozumieniem ich. Każdego dnia spoglądałam kiedyś na nich. Jedni cierpiąc płakali i wpadali w niekiedy sztuczną histerię, a drudzy organizowali zawody na to, kto bardziej i więcej rani. Mogę powiedzieć, że stoję na pograniczu obu grup. Czasem samotność jest podobno trudna i przytłaczająca, ale nie dla takich ludzi jak ja. Dla nas jest zbawieniem. Ukrycie znaczy bezpieczeństwo i brak jakikolwiek opinii. Jeśli chce się przeżyć najlepiej ich nie słuchać. Jak byłam mała słyszałam kłõtnie o zabawki, potem o chłopakòw, aż w końcu doczekaliśmy się ważniejszych spraw. Wygląda na to, że wszyscy uwielbiają się kłòcić, co nie jest ani trochę dziwne. Wiadomo, że każdy chciałby wygrywać, a by to osiągnąć, należy walczyć o swoje. Co we mnie jest specjalnego? Właściwie nic. Nudne oczy, nudne, brązowe włosy, a mój styl zawsze był równie nijaki co ja. Może chce mnie ktoś nagrodzić za najnudniejszą osobę? Nagle ktoś pociągnął za klamkę. O nie, o nie, o nie. Nikt nie ma prawa wchodzić do mojego królestwa. Już miałam zamiar krzyczeć i zacząć rzucać wszystkimi przedmiotami, ktòre miałam pod ręką, jednak kiedy zobaczyłam błagalne spojrzenie swojego brata,  poczułam łzy pod powiekami, ktore oczywiście odgoniłam. Jasper przesuwał się w moją stronę bardzo powoli najwidoczniej badając moją reakcję, ktòra jak zwykle była nijaka. Czyli nic się nie zmieniło. Wróciła stara, zgorzkniała, bezuczuciowa Bella. Mòj brat ukląkł naprzeciwko mnie, spoglądając prosto w moje oczy i wyszeptał:
- Już wiem jak ci pomòc, maleńka. Jutro się wyprowadzamy.- jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo ta przeprowadzka może mnie zmienić i że to właśnie ona okaże się moją ucieczką od bólu i nienawiści. Nie wiedziałam także, że spotkam osobę, która wyrwie mnie z mojego pałacu i zburzy wszystkie moje mury. Nawet te, ktore kiedyś były pokryte kolcami i krwią innych ludzi.
*******************************
Tak więc mam nadzieję, że coś mi wyszło. Rozdział specjalnie dla mojej siostrzyczki, choć bardzo kròtki, ale dodawanie postòw i pisanie na telefonie to nic prostego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz