sobota, 11 lipca 2015

Chapter 3 ,, Everybody hurts"

,, Przepraszam za wszystkie krzywdy.
Za wszystkie blizny.
Za wszystkie furie i zniszczone piękno."
*Perspektywa Belli*
Czułam, że powoli spadam na samo dno. Nienawidze tego, co ze mnie zostało. Moje koszmary, moje lęki...To takie przytłaczające. To niszczy moją duszę. To, kim kiedyś byłam odeszło. Teraz jestem nowa ja. Czyli zero dobroci. Ludzie moje milczenie biorą za pakt z diabłem. W sumie czasem wierze w niego, bo wole się łudzić, że Bóg nie pozwoliłby im mnie tak krzywdzić. Nie pamiętam nawet jak brzmiał mój głos. Podobno każdy coś znaczy. Ja w to nie wierzę. Jestem pewna, że gdybym nagle odeszła nikt by nie zauważył tak jak teraz nie zauważają. Nie mogę powiedzieć, że nienawidzę wszystkiego i wszystkich, mimo że bardzo się staram. W moim życiu są dobre rzeczy. Jasper. Muzyka. Nawet Edward był kiedyś dla mnie ważny. Teraz, kiedy leżę na ziemi, czuję jak moja dusza powoli ze mnie ulatuje. Tak jak te dobre chwile. Wiem, że Eddie i Jazz się martwią, ale nie jestem w stanie nad sobą zapanować. Proszę, oby nie zadawali pytań jak się obudzę . Czasami marzę, by życie okazało się jakimś głupim filmem. Takim, który mogę przewinąć lub przerwać kiedy tylko chcę.  Budząc się, proszę Boga, by dał mi jeszcze jedną szansę. Nade mną stoi blondyn. Dobrze go pamiętam, mimo że od naszego spotkania minęło kilka lat. Zawsze traktowałam go jak ojca w przeciwieństwie do mojego biologicznego. Carlisle.
- Witaj Bellsie. Jak sie mamy?- czułam szacunek do tego człowieka, ale jednak nie chciałam z nim rozmawiać. Kiedy bym zaczęła zapewne musiałabym wszystko z siebie wyrzucić. Całą frustrację, która nagromadziła się we mnie przez te wszystkie lata. Więc wolę po prostu być zamkniętą skorupą. Udawać twardą i nie zdolną do odczuwania zranienia. To zawsze jest bezpieczniejsze.  Czasami czuję, że po prostu jestem zbyt słaba na te wszystkie maski. Jednocześnie czuje wstyd, że ranię tak wiele osób. Choć może nie jest ich tak dużo, ale wolałabym nie ranić nikogo. Czuje, że moje serce stanęło na widok Jaspera. Wygląda na przestraszonego i jednocześnie załamanego.
- Wujku, kilka rzeczy się zmieniło. Bella nie mówi.- po tych słowach już wiem, że właśnie złamałam kolejnego człowieka.
*Perspektywa Jaspera*
Nienawidze jej. Nienawidzę jej za jej niewinność, za to, że jest zamknięta, że nie mogę się przebić przez jej mury. Ale jednocześnie ją kocham jak nikogo innego.
Wiedziałem, że z moją siostrą było coś nie tak. Widziałem to w jej oczach, w nocnych koszmarach, w tym jak coraz bardziej zaczyna uciekać w samotność i ciszę. Tak naprawdę dopiero teraz widzę jak jej radość była sztuczna.  W sumie nie wiem czy z nią jeszcze kiedykolwiek będzie dobrze. Stąd ta przeprowadzka. Staram się uratować Issie lub to co z niej zostało. A czasami kiedy jest sama widzę, że jest zupełnie kimś innym niż zwykle. Kimś mrocznym, bardzo tajemniczym i za bardzo przepełnionym bólem. Kiedy płacze, wiem że to dla niej ostateczność i jej sekret, więc udaje, że nie widzę. Cholera. Oby się udało ją uratować.  Kiedy trafiła tutaj do szpitala, a przedtem nagle zaczęła świrować nie mogłem wytrzymać. Ta bezsilność mnie zabijała.
- Wujku, co z nią?
- Nie jest dobrze. Podejrzewam, że ten atak i te drgawki są na tle nerwowym. Pod kątem neurologii wszystko jest w porządku. Czemu mi nie powiedzieliście, że ona nie mówi? Czemu Jasper wcześniej nie dałeś mi znać, że z Bells jest coś nie tak?
-Nie było okazji.- powiedziałem drapiąc się nerwowo po karku.
- Jasper sądzę, że Bella potrzebuje teraz po prostu wsparcia. I spokoju.
- Rozumiem Carlisle. Zadbam o to.
-Nie wątpię, ale uważam, że będziesz potrzebował pomocy.
***************************
Na fotce nasze wspaniałe rodzeństwo:) Dedyk dla Selinki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz